Wydarzenia sportowe :)
#41
Teraz już 37s na 50 kraulem.
Moderator i autoryzowany pomocnik w dziale Malware Fixitpc.pl
Odpowiedz
#42
Elegancko Smile

Ja się nie chwaliłem, ale sukcesywnie schodzę z czasem biegania (przy 5 km). Do tego wrzuciłem w rower SPD i... to jest cudo niesamowite Grin
Obecnie zastanawiam się nad przejściem na kolarkę, bo jednak armor z przodu robi swoje.
Odpowiedz
#43
@lukasamd masz racje ja w tamtym sezonie zainwestowałem w SPD świetna sprawa a w szczególności na podjazdach leśnych kiedy ma się możliwość ciągnąć pedały a nie tylko naciskać na nie SmileSmileSmileSmile
PS. a szosa.... też mi się marzy, chyba za dużo Tour de FranceSmile

Odpowiedz
#44
Zdecydowałem się w ostatnim czasie i kupiłem szosówkę.
Tydzień na niej pośmigałem i mam kompletnie mieszane uczucia: z jednej strony rower jest bardzo lekki i szybki, mimo iż nie mam doświadczenia (wczoraj było 50 km @ 29,5 km/h), z drugiej natomiast pozycja na szosie raczej średnio mi odpowiada. Niezbyt to wygodne, choć trzeba przyznać, że mam za długi mostek i wrzucenie krótszego mogłoby znacznie poprawić sytuację. Wszystko jest jednak oczywiście twarde, a i problem mam ze stwierdzeniem, gdzie tym jeździć... w weekend jak ruchu nie było to super, ale w tygodniu bywa już gorzej.

Dzisiaj przejechałem się po tej przerwie crossem no i... whow, co to w ogóle jest? Jakbym pierwszy raz na nim siedział - wyżej, wygodniej, jak chcę to i wyprostowany. Mimo wszystko natomiast całkiem szybko. Trudny wybór... teraz albo odchudzanie crossa (np. sztywny widelec), albo zrobienie z niego lekkiej terenówki i zatrzymanie szosy. Niemniej duszę mam minimalistyczną i jeżeli coś mam redundantnego, to się na ogół pozbywam Smile

A może ktoś jeździ / jeździł szosą mi podzieli się swoimi wrażeniami odnośnie pozycji, wygody itp?
Odpowiedz
#45
Dżisis krajs... ostatni raz to ja pisałem w sierpniu ubiegłego roku. Fajnie tak teraz przeczytać i dowiedzieć się, jak to było wtedy - choć dobrze pamiętam Grin
Pisałem wtedy o dylematach z rowerem. Oj trwały on trwały. Miałem sprzedawać szosę, ale jesień i zima to zły okres na oferowanie wyścigówki asfaltowej. No to leżała.. a ja nieco przy niej w tym czasie grzebałem zmieniając m.in. mostek, opony. Przejrzałem dziesiątki artykułów, oglądałem dziesiątki filmów i bawiłem się w domowy bikefiting. Ostatecznie zrobiłem racjonalną kalkulację - zostawienie crossa to lepszy wybór, bo jest uniwersalny... po czym przejechałem się szosą raz jeszcze i stwierdziłem "pieprzyć racjonalne podejście do życia". Ktoś kupuje samochód duży i jeździ po mieście, bo mu się ten własnie samochód podoba. Ja zostawiłem szosę, a crossa ostatnio sprzedałem.

Ogółem zabawy nieco było - wspomniany już mostek (oraz przestawianie na plus i minus), opony, dokupiona sakiewka, regulacja ustawienia manetek, odpowiednia pompka pod wysokie ciśnienia. Ostatecznie zmieniłem też kierownicę, bo sam mostek niewiele dawał. Po zmianie kiery okazało się, że stary mostek jest jednak ok, więc nowy znalazł nowego właściciela. Oj jest z tym zabawy, ale nareszcie jest jak być powinno - nie tylko szybko, kure*** klimatycznie, ale i wygodnie Grin Na tyle wygodnie, że ostatnio w jeden dzień ponad 140 km stuknęło konkretnym tempem, a i cały miesiąc to prucie wieczorami po pracy jak szalony. Dzisiaj zresztą też. Uff... to na zakończenie jeszcze się pochwalę, jak to wygląda. Pierwsza fotka to stan aktualny, acz jeszcze ze starszą kierą. Na drugiej widać efekt podmiany na kompaktową.

[Obrazek: jnDFx5w.jpg]

[Obrazek: 6oawHrb.jpg]


Ogólnie potwerdziło się to, co czytałem gdzieś tam - jak ktoś lubi w jeździe na rowerze prędkość, to tak czy siak skończy na szosówce...
Te zjazdy z górek po 60 km/h.. no coś wspaniałego, mówię Wam Grin

A co teraz.. niedawno zakup licznika kadencji i trening techniki jazdy - niczym jakiś chomik w kołowrotku: "zapierniczaj, zapierniczaj!".
Odpowiedz
#46
Nikt nie pisze w tym temacie, ale co mi tam.. ja napiszę Grin Od kwietnia dużo się stało, bo w czerwcu znalazłem na OLX ofertę taniego MTB... kupiłem i... czar górali mną zawładnął. Skończyło się to tak, że sprzedałem szosę, sprzedałem MTB i kupiłem innego, którego właściciel chyba zwariował, bo zrobił z rowera "pełny XT" po czym sprzedał go za mniej niż połowę. Nie narzekałem, brałem i śmigam nim do tej pory:

[Obrazek: tnmeoAr.jpg]

Na tym się jednak skończyć nie mogło, bo ja nie jestem człowiekiem, który usiedzi na miejscu... jechałem tu, jechałem tam. W terenie, po asfaltach, ze znajomymi no i sam. Nieco ponad tydzień temu trasa do Bolesławca, potem na Złotoryję, ale ostatecznie trafiłem na zamek Grodziec. Ja pierdyle... podjazd to niesamowita górka, myślałem, że kopnę tam w kalendarz i to ze dwa razy. Za to zjazd... cudna sprawa Grin Ogółem wyszło nieco ponad 130 km z konkretną średnią na liczniku (> 26 km/h) i powiem Wam, że jak dla mnie MTB to nie jest sprzęt na takie trasy. Móc można, ale tak się dostaje w tyłek, że to nieporozumienie.

Zacząłem więc szukać czegoś innego i... dzisiaj zamówiłem mój pierwszy rower przełajowy. Pozwolę sobie zarzucić zdjęciem z forum szosa.org:

[Obrazek: 11pVjLn.jpg]

Nie wiem jak będzie, bo co prawda kocham kierownicę typu baranek, przełaj jest szybszy, ale i mniej komfortowy od sofy (znaczy się MTB)... trzeba spróbować, a następnie podjąć decyzję, z którym się pożegnam - bo dwóch nie chcę, koszty utrzymania roweru, w szczególności górala na hydraulikach i z sensownym amortyzatorem, to przy moich przebiegach rocznie większe wydatki niż to co wkładam w samochód Grin Jednego jestem natomiast pewien... rowerowa szajba mi odbiła i tego zmieniać nie chcę. Polecam każdemu, świetna zabawa.
Odpowiedz
#47
Ja tam aż takich długich wypraw sobie nie robiłem... no, prawie. Trzycyfrowa trasa rzeźbą młodoglacjalną też fajna rzecz Suspicious a pod koniec to jechałem wolniej, niż zazwyczaj chodzę Wink Góralem, nie tam żadne cuda techniki, ot, jedzie, hamuje, zmienia biegi... Za rzadko jeżdżę, żeby chciało mi się wydawać kilka koła na części, i jeszcze to składać. Czemu góral - raczej z przyzwyczajenia, całe dzieciństwo takowe miałem. Nie będę wnikał co do różnic między typami, bo się nie znam, dość powiedzieć, że tak zupełnie to się nie marnuje, bo jednak dosyć regularnie zjeżdżam z asfaltu w jakieś błotko czy kamyczki Suspicious Mimo, że zazwyczaj po płaskim.
Rower polecam jako rozrywkę i do pozwiedzania okolicy - jak się wyjedzie poza obszar zainteresowania przewodników turystycznych okazuje się, że wieś to nie tylko dicho w sobotnie wieczory, a polska prowincja może być ciekawsza niż last minute w Grecji Wink
A jak w drodze powrotnej (trasa raczej jednokierunkowa) i trzeba na oparach dociągnąć kolejną godzinkę... bezcenne Wink
Człowiek, któremu zazdroszczą najlepszych pomysłów na sygnatury...
Odpowiedz
#48
Oj tak, to jest zdecydowanie dobra sprawa, jak się wraca i umiera, a jednak jeszcze żyje i a świadomość "czemu tak daleko..." Wink
Co do wyboru górala... w takim zastosowaniu to najlepszy wybór. Wjedzie w zasadzie wszędzie, da się często zamontować nieco dodatkowych rzeczy (błotniki, bidony, koszyk, bagażnik) - nie licząc tych nastawionych stricte na sport lub konkretny rodzaj kolarstwa górskiego - nie ma problemu z chodnikami w mieście, nie ma problemu z kostką czy brukiem... Nie jest to najwygodniejsza sprawa na każdą wyprawę, ale i bardzo uniwersalna. A że u nas drogi są jakie są, to bardzo często wybór pada właśnie na MTB. I bardzo dobrze.

Na większe wyprawy sobie nie wyobrażam. Jak do tej pory max. to było jakieś 140-150 km (całość) - wyprawa do Zielonej Góry, na miejscu zjadłem kebaba gadając ze znajomym, po cztm wróciłem do domu... i to była jazda bardzo szybka, bo fajny dzień i na kolarce. Najszybsza natomiast, nieco ponad 120 km ze średnią 30 km/h... i wtedy umierałem ze dwa dni po powrocie. Ale... to jest cena jazdy samemu. Jak jadę z kimś, to nie ma problemu się dopasować, bo można pogadać itp. Jak jestem ja, moje myśli i licznik na kierownicy, to nie można pozwolić temu ostatniemu, aby pokazywał zbyt małych wartości... Grin
Odpowiedz
#49
Ubierasz się w "obcisłe". Trzymasz styl?
Post sprawdzony przez  Arcabit Internet Security
Odpowiedz
#50
Ubieram się w ciuchy kolarskie, bo są wygodne. Nie wyobrażam już (kiedyś było inaczej) sobie jazdy na np. 40+ km w czym innym jak termoaktywna bluzka ściśle przylegająca do ciała + gatki na szelkach ze specjalną wkładką aby cztery litery i krocze się nie podrażniało w takim stopniu, jak przy zwykłej bieliźnie (bo przy tym nie stosuje się już bielizny) np. takie:
https://www.decathlon.pl/spodenki-na-row...54171.html

aka "borat style" jeżeli ściągniemy koszulkę Grin

Ktoś, kto nie miał do czynienia + ma o takich sprawach nikłe pojęcie może powiedzieć - a nie bądźmy znów tacy poprawni politycznie - że to takie pedalskie strasznie. Też początkowo tak uważałem. Niemniej... nie chodzę w tym na co dzień, to jest stworzone do jazdy na rowerze i tam spisuje się świetnie. Pot nie zalega w nas, a nawet jak jesteśmy nieźle rozjechani to wiaterek nie spowoduje, że momentalnie dostaniemy jakiegoś zapalenia płuc. W chłodniejsze dni łatwiej natomiast ubierać się warstwowo np.
Góra: termoaktywna długi rękaw + termoaktywna krótki rękaw
Dół: wkładka na cztery litery, na to getry termoaktywne na to krótkie spodenki
Odpowiedz
#51
Ja tam nie lubię w obcisłych ciuchach chodzić. Termoaktywne rzeczy niby mam, kupowane w sklepie turystycznym, nie kolarskie, ale nie korzystam. Za to jakiś poddupnik by się przydał, bo po normalnej jeździe faktycznie tyłek dopada. W sumie to mi polecali ludzie do górala stare, skórzane siodełko na sprężynach na takie afery Wink
Człowiek, któremu zazdroszczą najlepszych pomysłów na sygnatury...
Odpowiedz
#52
Nikt dawno nie pisał to pozwolę sobie temat odświeżyć.
W tym roku zdecydowałem się, że spróbuję siły w maratonach MTB (a i nie tylko) - w ramach Kaczmarek Electric MTB. Bo czemu by nie.. noga jakaś jest, można było spróbować zawalczyć i przekonać się, jak wypadam w stosunku do innych.

Debiut odbył się w Rydzynie, jechałem na dystansie Mini, zresztą jak i pozostałe maratony. Trasa na tym dystansie w sumie płaska, jazda dojazdami pożarowymi po lesie. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie wielkość imprezy - ponad 1000 uczestników, wszędzie różne punkty, po wyścigu można było na spokojnie z ludźmi pogadać o tym, widzieć w nich taką samą pasję. Po prostu coś wspaniałego! A co do wyścigu.. to nie dałem z siebie wszystkiego bo nie miałem licznika widocznego na kierownicy, przez co nie byłem pewien na jakim dystansie jestem i na mecie był jeszcze pewien zapas. Wynik jest był dobry - starczy powiedzieć że po tym wyścigu przesunięto mnie z sektora 6 (na nim się zaczyna jak się jest nowym) od razu na 3.

Po miesiącu kolejne zawody, tym razem w Żarach. Jechałem z zamiarem uderzenia na Mega, ale byłem przetrenowany i niespecjalnie wypoczęty po poprzednim dniu - zmęczony i rozkojarzony. A tu już płasko nie było.. zaatakowałem trasę trudną technicznie (sporo stromych zjazdów pełnych korzeni) z ogromnymi brakami w technice i na sztywnym widelcu. Efekt taki, że podczas wyścigu zaliczyłem 2x wywrotkę, dwa razy przelatując przez kierownicę. Za pierwszym razem "luzik", za drugim dostał mocno bark, na tyle mocno, że ostatnie 5 km z trasy o jakże kosmicznej długości ledwie 20 km wręcz "człapałem się" byleby dojechać, byle już tak nie bolało. Tego samego dnia SOR, prześwietlenie - na szczęście nic nie było. Mijają dwa miesiące, a bark nadal przy pewnych ruchach pobolewa, ale niedawno byłem na USG i wiem, że jest ok. Ten maraton dał wiele do myślenia - obudził lęk i respekt w terenie, do tego zmotywował do powrotu do amortyzatora. Ogólnie kosztowna to była zabawa.

W międzyczasie wyścig innego typu - sztafeta triathlonowa na długości 1/4 Iron Mana. Kolega płynął, inny biegł, a ja miałem za zadanie będąc w środku jechać na rowerze - 45 km, szosa i pełne prucie. Nie byłęm w pełni formy, ale w sumie nikt z nas nie był, a jedna z osób do tego po nocce  Lol Pojechaliśmy na zawody w Mietkowie, wzięliśmy udział i wyszlo to nieźle. Dało mi też pogląd na to, jak wyglądają zawody gdzie leci się szosą - i przyznam szczerze, że choć człowiek czuje się nieco jak chomik w kołowrotku (po prostu prujesz ile się da), tak wrażenie lekkości, szybkości.. no robi swoje, po prostu.

Wspomniana kontuzja wykluczyła mnie z lokalnego rajdu MTB, ale pojawiłem się na kolejnym etapie Kaczmarka w Kargowej. Tutaj odbyło się bez żadnych nieprzyjemnych niespodzianek, choć jechałem już zupełnie inaczej: na prostych i płaskich odcinkach owszem, na maxa, ale na zjazdach gdzie nie byłem czegoś pewien, po prostu schodziłem z roweru. W efekcie wynik był już daleki od tego czego bym oczekiwał (około środek stawki na dystansie mini). No i ten rajd spowodował, że przemyślałem sprawę i postanowiłem dać sobie spokój z MTB, przynajmniej na jakiś czas - życie się zmienia, sporo w nim się zmienia, lubię jeździć, ale ryzykowanie tego typu to za wiele (tzn. byłoby ok, gdyby nie chęć walki do upadłego), już wolę mijanie przez TIRy.

Co dalej? Nie wiem, na razie nieco uporządkowałem rowery, mieszam obecnie jazdę na rowerze z bieganiem, uczę się też pływania, choć to idzie dosyć ciężko bo "trudno mi zaufać wodzie". Na koniec kilka słit foci, a co tam, pochwalę się!

[Obrazek: 45D39Jo.jpg]

[Obrazek: 5BviExY.jpg]

[Obrazek: o3iarDP.jpg]
Odpowiedz
#53
Pełny szacun Łukasz...naprawdę widać, że rozwijasz pasję, a przy tym i siebie. Trzymaj tak dalej i nie odpuszczaj Smile
"Bezpieczeństwo jest podróżą, a nie celem samym w sobie - to nie jest problem, który można rozwiązać raz na zawsze"
"Zaufanie nie stanowi kontroli, a nadzieja nie jest strategią"
Odpowiedz
#54
Znów odświeżę temat (i pochwalę się, a co!), bo choć pogoda już nie rozpieszcza, to chociaż można podsumować co było, a działo się oj działo Grin
Zostałem z jednym rowerem, przełajowym, który okazał się strzałem w dziesiątkę. 1,5 miesiąca (lipiec i sierpnień) to ponad 2000 km na rowerze... zresztą wrzesień jak tylko była pogoda też było super - w trakcie tego wszystkiego wyścig kolarski ("Boższe, co tam się działo!") oraz taki już bardziej turystyczny maraton rowerowy dookoła jednej z miejscowości.

Poza tym, maaaasa wycieczek - Bolesławiec i okolice, podobnie Jelenia Góra, Karpacz i przełęcz Okraj, ostatnio Świeradów i singletracki bo miałem jechać do Czech, ale po 2 km urwał mi się hak przerzutki więc na miejscu wypożyczyłem rower aby nieco poszaleć. Że nie wspominając o jakichś mniejszych "lokalnych' wypadach Smile

Zaprawdę powiadam Wam, rower to cała masa pozytywnej energii
Niech zachętą będzie kilka fotek Wink

[Obrazek: RJjQvAv.jpg]

[Obrazek: Ut8PVDL.jpg]

[Obrazek: CNN4yIq.jpg]

[Obrazek: OAvysIY.jpg]

[Obrazek: VP1sH4A.jpg]

[Obrazek: CTptG6d.jpg]

[Obrazek: 1wcLjlk.jpg]


Do tego trzeba przyznać, najbardziej kontuzyjny rok - na MTB bark, potem zaliczyłem szorowanie po asfalcie i nieźle zdarłem prawą stronę. We wrześniu skręcony kciuk przy jakimś mini-upadku a ostatnio rower stwierdził że się zatrzyma, ja stwierdziłem że uczę się latać i zaś była obita nieco jedna strona... ALE.. i tak było warto  Cool  Beer

Obecnie ze względu na pogodę coraz więcej biegania - udział w lokalnych biegach, coraz lepiej to wychodzi.
Odpowiedz
#55
Nowy sezon rozpoczęty. Nie lubię syfu, nie lubię błota, bardzo nie lubię. Ale w niedzielę było go dużo, bardzo dużo.. Crossbike Uraz pod Wrocławiem to był solidny wpierd***, inaczej tego nie ujmę. Trzy pętle po lesie, łącznie 60 km. Masakra, 1/3 uczestników nie dojechała do mety, większość (ja też) miała dosyć po 10-15 minutach.. a jechało się 2-3 godziny. Satysfakcja jednak niesamowita


[Obrazek: nPGdmK6.jpg]
Odpowiedz
#56
Tak na otwarcie sezonu uwaliłem rower w błocie, że do tera nie wiem, jak go wyczyszczę Tongue
Człowiek, któremu zazdroszczą najlepszych pomysłów na sygnatury...
Odpowiedz
#57
Oj tam, już wyczyszczony i gotowy do kolejnej jazdy.
1,5 godzinki + szlauch + szmatki + benzyna ekstrakcyjna + smar do łańcucha i zrobione Smile2

Na szczęście to tylko błoto, a nie pełna kąpiel która by wymagała dokładnego sprawdzenia / przesmarowania łożysk.. choc i do tego mam wszystko co potrzebne. No i ja nie robię serwisu na start sezonu, bo sezon trwa cały czas - po prostu zawody się teraz zaczynają Wink
Odpowiedz
#58
No ale się Lukas nam wysportowił Grin Mój sport ostatnio to leżenie na czas Wink
"Bezpieczeństwo jest podróżą, a nie celem samym w sobie - to nie jest problem, który można rozwiązać raz na zawsze"
"Zaufanie nie stanowi kontroli, a nadzieja nie jest strategią"
Odpowiedz
#59
Nie, Lukas, ja mówiłem o MOIM rowerze. nie mam sprzętu do zdjęcia łańcucha i nie bawiłem się nigdy benzyną ekstrakcyjną.
Człowiek, któremu zazdroszczą najlepszych pomysłów na sygnatury...
Odpowiedz
#60
Żeby nie było monotematycznie to dzisiaj biegowa dyszka na Biegu do Pustego Grobu organizowanego przez Kapucynów w Nowej Soli.
Pierwszy raz biegałem na zawodach z taką ilością uczestników (gdzieś okolice 800-900 osób) i powiem Wam, że to coś wspaniałego.
Wynik nie jakiś super - 5,09 min/km, nie udało się zejść poniżej 50 minut, ale i tak rekord życiowy zrobiłem.. a jeszcze niedawno zmagałem się z kontuzją, popularnym "kolanem biegacza".
Polecam, bieganie jest świetne Grin

[Obrazek: LI3GseL.jpg]
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości