Recenzja Microsoft Wireless Mobile Mouse 4000
#1
Dzisiaj coś z zupełnie innej beczki Wink


Wbrew pozorom, myszka komputerowa to bardzo ważna sprawa, w szczególności gdy przesiadujemy przed komputerem dosyć sporo. Jeżeli jest kiepsko wyprofilowana, czy też za ciężka, jej używanie powoduje dyskomfort i z czasem naprawdę męczy. Jako że sam używam komputera raczej dużo, kładę spory nacisk na tą kwestię. Od dosyć dawna, bo od czasu przedsprzedaży systemu Windows 7 która była organizowana przez sklep Vobis, używałem myszy Microsoft Mouse Wireless 3000, którą wybrałem jako darmowy prezent do systemu. Szczerze mówiąc, myszka początkowo wydawała się dosyć tandetna i w międzyczasie używałem również Logitecha LX8, jednakże dosyć szybo uszkodzeniu uległa w nim rolka, a także do bólu starły się ślizgacze. Wtedy znowu pod ręką znalazł się Microsoft, który wytrzymał zadziwiająco wiele: kilka upadków, wielogodzinne używanie, ciągłe używanie rolki. Po dwóch latach niestety przyszedł czas i na tego gryzonia: posłuszeństwa zaczął odmawiać odbiornik (mocno wygięty nawiasem mówiąc), oraz sam system optyczny. Musiałem więc wybrać się na zakupy.


Wybór gryzonia
Po raz kolejny stanąłem przed niesamowicie trudnym wyborem, ponieważ wybór myszek jest po prostu gigantyczny. Na szczęście kilka moich wymogów eliminowało dosyć sporą część tego całego towarzystwa: po pierwsze, myszka musiała być bezprzewodowa. Gdybym używał komputera stacjonarnego, być może nie zwracałbym na to uwagi, ale od kiedy mam laptopa, każdy dodatkowy kabelek to dla mnie zło wcielone. Po drugie, przydatny byłby jak najmniejszy odbiornik – poprzedni w skutek swojej wielkości narażał samego siebie na przypadkowe zahaczenie, jak i port USB na ewentualne uszkodzenie. Poza tym warto byłoby, aby nie była to myszka pod bluetooth, ponieważ nie zawsze działa to najlepiej, a i znacznie szybciej rozładowuje baterie. Po trzecie, myszka musi cechować się dobrym dopasowaniem do dłoni, nie może męczyć podczas użytkowania. MS 3000 wydawał się zbyt mały, ale naprawdę świetnie leżał w dłoni i jej nie męczył. Po czwarte, właśnie wspomniane baterie: używana wcześniej myszka MS potrafiła wytrzymać na dwóch zwykłych „paluszkach” (baterie typu AA) grubo ponad dwa miesiące. Była to dla mnie świetna odmiana po Logitechu MX900, którego dwa akumulatorki 3200 mAh prosiły się o naładowanie co kilka dni. Trudno więc byłoby cofać się do takiego horroru (oczywiście z aktualnej perspektywy). Po piąte: żadnych zbędnych pierdół. Nie potrzebuję ani żadnych ciężarków, ani miliarda dodatkowych przycisków, których i tak nie wykorzystam. Oczywiście jakieś boczne mogą być, może od biedy ich użyję. No i ostatni punkt to rolka, koniecznie musiała robić również za środkowy przycisk, bo jestem od tej funkcji uzależniony od kiedy tylko nabyłem sprzęt ją oferujący (bez śmiechów, kiedyś to nie była oczywista oczywistość).

[Obrazek: ms1bp.jpg]

Jak widać, taki komplecik może i nieco pedantycznych wymagań może poważnie uszczuplić rynkową ofertę. Na placu boju zostało więc tylko kilka produktów: Logitech VX Nano (który odpadł po moim telefonie do firmy Logitech i utwierdzeniu się w przekonaniu, że scroll nie może pracować jako przycisk), polecany przez wiele osób; Logitech M510, bliźniaczo podobny do LX8, więc z obawy o kolejne problemy również poszedł w odstawkę; Logitech V220, z wrażeniem, że będzie za mały, a także Microsoft Wireless Mobile Mouse 4000, czyli jak mówią oznaczenia, następca modelu którego używałem do tej pory. Ostatecznie zdecydowałem się właśnie na produkt MSa zachęcony dobrymi doświadczeniami z modelem 3000, pomimo większej ceny niż konkurencyjne produkty (nie licząc VX Nano). Zamówienie, kilka dni oczekiwania no i otrzymałem co chciałem.


Zestaw, wygląd, pierwsze wrażenie
Zestaw skomponowany został raczej dosyć standardowo, oprócz myszki w kolorze czarnym (albo jak ktoś woli, grafitowym), otrzymałem również skróconą instrukcję, płytę CD ze sterownikami do systemu Windows oraz Mac (to była jak dla mnie niespodzianka), a także jedną baterię marki Duracell. Sama mysz prezentuje się nieźle, jakość wykonania jest wyższa niż w wypadku starszego modelu, niemniej od początku miałem wrażenie, że nie będzie ona tak tolerancyjna na upadki co poprzednik. Boczne wykończenie to „kratowana” guma, dzięki której mysz leży pewnie w dłoni nawet po kilku godzinach użytkowania. Samo wyprofiliowanie może wydawać się raczej mizerne, ale takie nie jest. Ku mojemu zdziwieniu, myszka naprawdę dobrze dopasowała się do dłoni. Jedyna wada to fakt, że przy próbie pełnego na niej oparcia, daje o sobie znać nieco „zadarty” tył gryzonia, który „siada” pod naporem i w efekcie przód myszki nieco się unosi. Z przodu, z lewej strony znajduje się jeden przycisk dodatkowy, który podobnie jak wszystkie pozostałe standardowe możemy zaprogramować przy użyciu oprogramowania od Microsoftu. Na samej górze znajdziemy natomiast niewielką diodę informującą nas o stanie baterii tj. gdy jest ok, chwilę po rozpoczęciu używania świeci na zielono, zaś gdy stan baterii jest słaby, przypomina nam o tym czerwonym pulsowaniem.

[Obrazek: ms2l.png]

Najciekawiej prezentuje się jednak spód myszki: oprócz miejsca na jedną baterię AA, jest tam również włącznik, oraz miejsce na schowanie odbiornika. Przyznam szczerze, że jak na razie to najlepsze rozwiązanie jakie widziałem: aby wyciągnąć czy też schować odbiornik, nie musimy w żaden sposób demontować myszki, czy też ściągać jakichkolwiek osłon. Sam odbiornik jest już typu „nano” jak to mają okazję nazywać producenci: naprawdę niewielki, który po wpięciu do laptopa wystaje od jego krawędzi na mniej niż centymetr. Jako że większość nadajnika to złączę USB, szanse jego urwania są według mnie minimalne. Ostatnim elementem jaki znajdziemy na spodzie myszki jest oczywiście jej „oko” czyli sensor w technologii BlueTrack, mającej stanowić połączenie zalet myszek optycznych i laserowych.

Do działania myszka nie wymaga instalowania żadnych dodatkowych sterowników, zarówno na systemie Microsoftu, jak i popularnych dystrybucjach Linuksa. Dołączone oprogramowania pozwala nam jednak na programowanie przycisków. Jego instalacja w przypadku Visty czy Windows 7 mija się z celem, ponieważ system automatycznie może pobrać ich najnowszą wersję przy pomocy Windows Update. „Aplikacja” integruje się z apletem myszek w panelu sterowania, niestety nie jest dostępna w języku polskim. Szczerze mówiąc nie znajdziemy w tych opcjach zbyt wiele ciekawego, no może oprócz informacji o stanie baterii.


Mysz w laboratorium
Po całym tym rozpoznawaniu urządzenia oraz zabawie z oprogramowaniem, mogłem zacząć je w końcu normalnie używać. W przeciągu miesiąca wyszły na jaw chyba wszystkie zalety i wady. Niemile zaskoczył sam sensor – według producenta jego rozdzielczość to 4000dpi, ale podczas użytkowania spisuje się gorzej (tzn. jest jak dla mnie mniej precyzyjny) niż stare 800dpi ze starego modelu. O pracy na szkle czy lustrze można oczywiście zapomnieć. Na szczęście nie występuje w tym wypadku efekt akceleracji wstecznej tj. przy szybkich ruchach kursor nie skacze chaotycznie, ale robi to, czego chcemy. Nad wyraz tragiczna okazała się rolka: po pierwsze, okazało się, że jest ona prawie zupełnie bezskokowa / bezoporowa. Rozumiem, że skrzeczenie znane z modelu 3000 również nie było dobre, ale tym razem MS przesadził w drugą stronę. Poza tym, domyślne ustawienia urządzenia w kwestii przewijania są mocno przesadzone, bo przy pierwszym użyciu rolki nieźle zaskoczony poleciałem niemal na koniec przeglądanej strony – zamiast przewijać o 3-5 linii, domyślnie oceniałby to na minimum 10, a to gruba przesada. To jednak nie koniec problemów z rolką. Przycisk w niej zamontowany ma niemiłą tendencję do nie reagowania, co jest nad wyraz irytujące. Podobny problem pojawił się we wspomnianym wcześniej Logitechu LX8, ale nie zaraz po zakupie, ale po ładnych kilku miesiącach.

[Obrazek: ms3f.jpg]

Na całe szczęście podobnych ekscesów nie było z głównymi przyciskami, a także bocznym dodatkowym, który jednak okazał się nieco kiepsko umiejscowiony – aby z niego korzystać, trzeba nieco nadwyrężać kciuk. Pod względem zasięgu model 4000 wypada dobrze, oferując bezproblemową pracę z odległości nawet około 5 metrów od komputera, co jest dla mnie zupełnie wystarczające. Równie fatalnie co rolka wypadła sprawa zasilania. Producent deklaruje nawet do 10 miesięcy pracy na jednej baterii. Dołączona do zestawu Duracell zła raczej nie była, podobnie jak używany przeze mnie później Energizer, a mimo to już po zaledwie dwóch tygodniach dioda zaczęła informować o niskim ich stanie. Najpierw to zignorowałem, ale następnego dnia mysz odmówiła współpracy domagając się „więcej papu”. Rozumiem przesadzanie producentów w takich deklaracjach, ale to jest jakiś żart – model 3000 był reklamowany jako działający przez około 6 miesięcy i pomimo intensywnego użytkowania, był w stanie przebić połowę tego okresu. Tutaj, pomimo że pilnowałem się z wyłączaniem myszki, czas nie zbliżył się nawet odrobinę do takiego poziomu.


Podsumowanie
Szczerze mówiąc, zawiodłem się na tym zakupie. Sądziłem, że kolejny model w najgorszym wypadku po prostu nie będzie gorszy od starszego. Okazało się jednak, że jest inaczej. Co prawda niektóre elementy poprawiono, ale cała reszta jest grubo poniżej oczekiwań. Już teraz mogę powiedzieć, że nie pracowałem zbyt długo z tą myszą, obecnie używam już innej, którą opiszę w jednym z kolejnych artykułów, i która jest jest zupełnym przeciwieństwem. Microsoftu Wireless Mobile Mouse 4000 natomiast nie polecam, nawet jeżeli macie mniejsze wymagania niż ja – te „detale” robią swoje. Jeżeli ktoś zastanawia się nad myszą od MS, lepiej zapłacić połowę mniej i kupić starszy model, który ciągle jest dostępny.
Odpowiedz
#2
Używam modelu 3000 już 2 lata, bez zastrzeżeń, intensywne użytkowanie, bateria trzyma 3 miesiące i więcej( jak alkaiczna), nigdy żadnych problemów, jestem z niej zadowolony, mimo, że dość droga była.( 120 złoty, dwa lata temu).
Odpowiedz
#3
W takim razie jaką mychę kupić?
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości